Poszła prosto do domu rodziców Any.
Drzwi były uchylone.
Ana siedziała na łóżku z dzieckiem na piersi. Zmęczona. Blada. Ale wyprostowana.
Kiedy go zobaczyła, nic nie powiedziała.
Ionuț upadł na kolana.
Nie z dumy. Nie z dramatu.
Ze wstydu.
„Wybacz mi” – powiedział łamiącym się głosem. „To moje. Wiem. Byłem ślepy”.
Jedynym dźwiękiem w pokoju był oddech dziecka.
Ana długo się w niego wpatrywała.
„Nie musisz za mnie przepraszać” – powiedział cicho. „Za niego”.
Ionuț podszedł bliżej. Po raz pierwszy dotknął policzka chłopca.
Był mały. Ciepły. Jego.
W kolejnych dniach wieś znów przemówiła. Ale inaczej.