— Ale dzisiaj… dzisiaj uniosła rękę. I coś we mnie powiedziało „dość”.
Z korytarza dobiegł dźwięk tłuczonego szkła. Ktoś śmiał się zbyt głośno. Życie toczyło się dalej, jakby mój świat nie rozpadał się na pół.
— Nie wiedziałem, że jest tak źle — mruknął.
Spojrzałem mu prosto w oczy.
— Wiedziałeś. Po prostu łatwiej było nie wybierać.
Słowa ciężko opadły między nas.
Mihai oparł się o balustradę, patrząc na światła Bukaresztu.
— Jeśli teraz odejdziesz… — zaczął, po czym urwał.
— To odejdę cały — powiedziałem. — Nie w kawałkach.
Westchnęła głęboko.
— Moja mama się nie zmieni.