— Wiem.
— A ja… — jej głos się załamał — Nie wiem, czy potrafię być mężczyzną, którego potrzebujesz.
To była chyba najbardziej szczera rzecz, jaką mi kiedykolwiek powiedziała.
— Wystarczy — powiedziałem cicho. — Wystarczy.
Wróciliśmy razem do sali.
Elena natychmiast nas zauważyła. Miała wymuszony uśmiech, sztywny, jakby nic się nie stało.
— Wszystko w porządku? — zapytała głośno, w imieniu wszystkich.
Mihai wziął głęboki oddech.
— Mamo, Ana wychodzi.
Pośród gości rozległ się szmer.
— Co masz na myśli mówiąc, że wychodzi?! — wybuchnęła. — Przez ciebie rodzina staje się pośmiewiskiem!
Podszedłem bliżej.
— Nie przeze mnie — powiedziałem wyraźnie. — Przez ciszę.
Przez chwilę Elena wydawała się mała. Potem odwróciła się, obrażona, do pozostałych.
— Widzieliście? To właśnie się ze mną dzieje, odkąd weszła w nasze życie!
Podniosłam torbę.