— Twojej matki. Ciebie. Mnie, tej, która była przy tobie.
Zamilkł.
Po raz pierwszy nie próbował mi zaprzeczyć.
— Wiesz — ciągnęłam — na początku myślałam, że to tylko chwilowa faza. Że jest typem teściowej, która ciągle się wtrąca, ciągle komentuje. Powiedziałam: „Daj spokój, takie są matki”.
Uśmiechnęłam się gorzko.
— Potem pojawiły się komentarze. Jak gotuję. Jak się ubieram. Jak mówię. Jak „nie jestem dla ciebie wystarczająca”. A ty zawsze mówiłeś mi, żebym był cierpliwy.
Mihai przełknął ślinę.
— Myślałem, że jeśli będę wystarczająco dobry, to mnie zaakceptuje. Jeśli zacisnę zęby, jeśli będę milczał, jeśli się poddam.
Zacisnąłem dłonie.