— Dwa lata temu nie chciałeś rozmawiać. Powiedziałeś, że nie ma dla mnie miejsca w twoim życiu. Pamiętasz?
Przełknął ślinę.
— Popełniłem błąd.
— Wiem — odpowiedziałam spokojnie. — Ale nie wobec mnie. Wobec siebie.
Ioana obserwowała nas w coraz większym zakłopotaniu. Być może po raz pierwszy zobaczyła, że mężczyzna obok niej nie jest tak pewny siebie, jakim się wydawał.
— Ja… pójdę — mruknęła i oddaliła się powoli, jakby nie chciała przeszkadzać w czymś, czego nie rozumiała do końca.
Zostaliśmy sami, a Andrei wyglądał, jakby przestrzeń wokół niego nagle opustoszała.
— Jesteś… inna — powiedział cicho.
— Nie. Jestem kompletna — odpowiedziałam.
Opowiedziałam mu krótko, bez dramatyzowania. O miesiącach spędzonych na cudzej kanapie. O projektach branych jeden po drugim, bez gwarancji, bez bezpieczeństwa. O nocach, kiedy płakałam w łazience, a potem wstawałam i szłam dalej. O tym, jak nauczyłam się nie pytać już nikogo o pozwolenie na własne istnienie.
— Wiesz, co bolało najbardziej? — zapytałam. — Nie to, że odszedłeś. Ale to, że sprawiłeś, iż uwierzyłam, że bez ciebie nic nie znaczę.
Jego oczy zaszkliły się.