— To nie była prawda.
— Właśnie — powiedziałam. — Nigdy nią nie była.
Wyszłam z lotniska z wyprostowanymi plecami. Na zewnątrz Bukareszt pulsował życiem — chaotyczny, głośny, autentyczny. Zatrzymałam taksówkę i podałam adres hotelu w centrum.
Kierowca spojrzał na mnie w lusterku i uśmiechnął się.
— Dobry dzień, proszę pani. Widać, że to dla pani dobry moment.
Odwzajemniłam uśmiech.
— To dobre życie.