Na sekundę zamknęłam oczy. Nie z powodu szoku ani euforii. Raczej z cichej wdzięczności — do samej siebie, do tej wersji mnie, która się nie poddała.
— Doskonale. Do zobaczenia jutro o dziesiątej — odpowiedziałam i zakończyłam rozmowę.
Gdy uniosłam wzrok, zobaczyłam, że Andrei patrzy na mnie w napięciu. Ioana stała obok, nerwowo przygryzając wargę.
— Wszystko w porządku? — zapytał, udając obojętność.
— Lepiej być nie może — odparłam.
Chwyciłam walizkę i ruszyłam w stronę wyjścia, ale Andrei zrobił krok w moją stronę.
— Maria… możemy porozmawiać?
Zatrzymałam się i spojrzałam na niego bez gniewu, bez sentymentu — z jasnością, której kiedyś mi brakowało.