Zanim odebrałam połączenie, spojrzałam przez przeszkloną halę lotniska, jakby świat na chwilę wstrzymał oddech.
— Maria Ionescu — powiedziałam spokojnie, bez pośpiechu.
Głos po drugiej stronie był rzeczowy, pewny, pozbawiony wahania.
— Dzień dobry, pani Ionescu. Nazywam się Michał Dumitrescu, prezes zarządu. Chciałem potwierdzić, że rada zatwierdziła projekt. Jutro podpisujemy umowę. Ostateczna kwota to czterysta osiemdziesiąt tysięcy lei, dokładnie tak, jak pani zaproponowała.