Mama otworzyła usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk.
„Nie bolało mnie, że dałeś jej pieniądze” – powiedziałem. „Bolało mnie, że się ze mnie naśmiewałeś. Że nazwałeś mnie leniwym. Że posadziłeś mnie przy stole z dziećmi”.
Słyszałem tylko zegar na ścianie.
„Nie przeprowadziłem się do Ferentari, żeby zaoszczędzić. Kupiłem tam mieszkania trzy lata temu. Wyremontowałem je i wynajęłem. To była jedna z najlepszych inwestycji. Ludzie tam ciężko pracują. Nie jestem gorszy od nikogo”.
Ciocia Geta otarła oczy.
Andreea już się nie uśmiechała.
„Zaprosiłem cię dzisiaj nie po to, żeby się z ciebie naśmiewać” – powiedziałem. „Ale żebyś zrozumiał, że wartość człowieka nie leży w okolicy, w której mieszka, ani w tym, jak bardzo jest chwalony na wielkanocnym obiedzie”.
Wstałem.