— Po rozwodzie mieszkanie dostaniesz ty, ale mieszkać w nim będzie moj
— Ja operuję LICZBAMI. Popatrz: w ciągu ostatniego roku wasza firma kupiła materiały budowlane za łączną kwotę dwustu milionów rubli. A ceny są zawyżone średnio o trzy–cztery procent w porównaniu do rynkowych. To oznacza od sześciu do ośmiu milionów rubli nadpłaty. Jeśli założyć, że dostajesz prowizję zwrotną w wysokości dwudziestu procent tej nadpłaty…
— DOŚĆ! — ryknął Igor. — Czego chcesz?
Marina zamknęła laptop i uważnie spojrzała na męża:
— Chcę SPRAWIEDLIWOŚCI. Rozwodu bez żadnych warunków. Mieszkanie zostaje dla mnie i Alicji — i tak jest moje. Alimenty — dwadzieścia pięć procent twojej oficjalnej pensji, jak przewiduje prawo. I żadnej twojej matki w moim mieszkaniu.
— A jeśli odmówię?
— Wtedy przekażę te wyliczenia nie tylko do sądu, ale i twojemu dyrektorowi generalnemu. Pan Woroncow jest bardzo skrupulatny w kwestiach czystości finansowej. Pamiętasz, jak zwolnił Siemionowa za przywłaszczenie trzech tysięcy rubli z kasy?
Igor zerwał się i zaczął miotać po pokoju:
— Przecież ty mnie zniszczysz! Mam pracę, reputację, mamę…
— Twoja mama dostanie swoje dwanaście milionów za mieszkanie i będzie żyła jak pączek w maśle. O ile oczywiście ty jej tych pieniędzy nie zabierzesz. A przecież właśnie to planowałeś, prawda? Sprzedać mieszkanie mamy, pieniądze wziąć dla siebie i Eleny na nowe lokum, a Walentynę Pietrownę wprowadzić do mojego mieszkania. Sprytnie wymyślone. Tylko że nie zadziała.
Rozległ się dzwonek do drzwi. Igor drgnął:
— Kto to może być?
— Twoja mama — odpowiedziała spokojnie Marina, wstając, żeby otworzyć. — Zaprosiłam ją na herbatę. I coś jej opowiem.
— NIE! — Igor rzucił się do drzwi, ale Marina już otwierała.
Walentyna Pietrowna weszła do mieszkania, zdejmując płaszcz: