— Marino, kochana, dziękuję za zaproszenie! Igorek, ty też jesteś w domu? Wspaniale!
— Mamo, może nie teraz… — zaczął Igor, ale Marina mu przerwała:
— Walentyno Pietrowno, proszę do salonu. Musimy omówić ważną sprawę. Dotyczy pani mieszkania w Chimkach.
Starsza kobieta uniosła brwi ze zdziwieniem:
— Mojego mieszkania? A co z nim?
— Igor mówi, że zamierza je pani sprzedać za dwanaście milionów.
— SPRZEDAĆ?! — Walentyna Pietrowna rozłożyła ręce. — Przecież ja tam całe życie mieszkam! Tam są moje koleżanki, mój kółek dziewiarski, ukochana przychodnia obok! Igor, co za głupoty?
Igor poczerwieniał:
— Mamo, ja tylko… to jakieś nieporozumienie…
— Żadne nieporozumienie — Marina wyjęła z teczki dokumenty. — Oto kopia wstępnej umowy kupna–sprzedaży pani mieszkania. Podpis jest sfałszowany, ale pismo bardzo przypomina pani pismo, Walentyno Pietrowno. Igor się postarał — pewnie ćwiczył.
— Co?! — starsza kobieta chwyciła się za serce. — Igor, to prawda?