— Po co Walentyna Pietrowna ma sprzedawać mieszkanie? — Marina zrobiła notatkę w notesie.
— Zachciało jej się podróżować na starość — Igor odwrócił wzrok. — Ma takie marzenie.
Marina otworzyła laptop i zaczęła czegoś szukać:
— Dziwne. Oto jej profil w mediach społecznościowych. Ostatni wpis z wczoraj: „Wydziergałam nowy pled do salonu. Dobrze, że nigdzie nie trzeba jechać — w domu najlepiej”. I ani jednej wzmianki o podróżach przez ostatnie pięć lat.
— Śledzisz moją matkę?! — oburzył się Igor.
— Śledzę FAKTY — ucięła Marina. — A fakty mówią, że kłamiesz. Komu są potrzebne te dwanaście milionów? Tobie?
Igor milczał, zaciskając i rozluźniając pięści. Marina mówiła dalej:
— Trzy miesiące temu zacząłeś zostawać „dłużej w pracy”. Tyle że nie w pracy. Sprawdziłam: twoja przepustka z biura odbija się o szóstej wieczorem, a do domu wracasz o jedenastej. Pięć godzin, Igor. Gdzie one znikają?

— To nie two…
— To MOJA sprawa, bo wydajesz nasze wspólne pieniądze. Przez trzy miesiące z karty kredytowej zeszło czterysta osiemdziesiąt tysięcy rubli. Restauracje, prezenty, hotel „Metropol” — apartament, sześć razy.