— Dziecko, jeśli będzie potrzebna moja pomoc przy rozwodzie — zeznania albo cokolwiek — proszę się zgłosić. I Alicję będę odwiedzać, jeśli pozwolisz. Wnuczka niczemu nie jest winna.
— Oczywiście, Walentyno Pietrowno. Alicja panią kocha.
— Mamo, ty co, jesteś po jej stronie?! — zawył Igor.
— Jestem po stronie PRAWDY — odparła twardo starsza kobieta. — I wiesz co? Zapomnij mój adres. I mój numer telefonu też zapomnij. Sprzedać moje mieszkanie ci się zachciało… Wykreślę cię z testamentu, zrobię darowiznę na wnuczkę! Nie dostaniesz ani kopiejki!
Zdecydowanie ruszyła do wyjścia, ale przy drzwiach zatrzymała się:
— Marino, robisz wszystko dobrze. Matematyka to wielka rzecz. Ona i oszusta wyciągnie na czystą wodę. Powodzenia, kochana.
Gdy drzwi za Walentyną Pietrowną się zamknęły, w mieszkaniu zapanowała cisza. Igor siedział w fotelu, trzymając głowę w dłoniach.
— Wszystko zniszczyłaś — powiedział głucho.
— Nie, Igor. To ty wszystko zniszczyłeś. Ja tylko policzyłam twoje zniszczenia. W rublach i kopiejkach.
Marina zebrała dokumenty do teczki i wstała:
— Jutro czekam na ciebie u notariusza. O dziesiątej rano. Podpiszemy porozumienie rozwodowe na moich warunkach. Jeśli nie przyjdziesz — o jedenastej moje wyliczenia będą na biurku pana Woroncowa.
— Przyjdę — skinął bezradnie Igor.