— Do nas. To znaczy do mnie. Po rozwodzie mieszkanie zostaje dla mnie, ale mieszkać miała tu pani. A pieniądze ze sprzedaży pani mieszkania Igor planował wydać na nowe mieszkanie dla siebie i swojej… kochanki.
— Kochanki?! — Walentyna Pietrowna opadła na krzesło. — Masz inną kobietę?
Igor milczał, wpatrzony w podłogę.
— Wie pani co — Walentyna Pietrowna zdecydowanie zwróciła się do Mariny. — Proszę pokazać wszystkie wyliczenia. WSZYSTKO co do rubla. Chcę wiedzieć, na co mój syn wydawał rodzinne pieniądze.
Przez następną godzinę Marina metodycznie przedstawiała fakty. Każdy zakup, każdy przelew, każdą wizytę w restauracji. Walentyna Pietrowna słuchała, a jej twarz robiła się coraz mroczniejsza.
— Czterysta osiemdziesiąt tysięcy przez trzy miesiące na obcą kobietę — podsumowała. — A dla mnie na urodziny — bukiet za półtora tysiąca. Dziękuję, synku, że oświeciła mnie synowa.
— Mamo, nie słuchaj jej! Ona wszystko przekręca!
— LICZBY nie kłamią, Igorku — ucięła Walentyna Pietrowna. — Jestem emerytką, ale nie jestem głupia. Marina wszystko policzyła dobrze. A ty… ty jesteś ZDRAJCĄ. Zdradziłeś i żonę, i mnie — i jeszcze chciałeś mnie podstawić.
Zwróciła się do Mariny: