— Tak, mamo. W klasie biznes. I nie tylko.
Paul otworzył bagażnik samochodu. W środku była nowa walizka.
— Zabieramy cię na wakacje. Cały miesiąc. Rzym, potem Paryż. A potem… zabieramy cię nad morze do Grecji. Wszystko opłacone. Z naszej pracy.
Elena zaczęła płakać i szlochać.
— Nic nie zrobiłam…
Marius wziął jej popękane dłonie w swoje.
— Sprzedałaś wszystko, mamo. Dom. Ziemię. Pracowałaś, aż ci ręce krwawiły. Jadłaś mniej, żebyśmy mogli jeść. Byłaś sama przez dwadzieścia lat.
Paul kontynuował:
— Teraz nasza kolej.
Tego samego dnia sąsiedzi wyszli na pokład, zdumieni widokiem pani Eleny wsiadającej do drogiego samochodu, pod rękę z dwoma pilotami, jak królowa.
Na lotnisku, kiedy weszła na pas startowy, jej serce biło jak za młodu.