Miotła wypadła jej z ręki.
Przez chwilę nie rozpoznała twarzy. Czas je zmienił. Ale oczy… oczy były takie same.
— Marius? Paul?
Zrobili krok naprzód i oboje od razu ją objęli. Ich mundury pachniały drogimi perfumami i długą podróżą. Ona pachniała tanim mydłem i domem.
Ale uścisk był taki sam.
— Przyjechaliśmy cię odebrać, mamo — powiedział Paul łamiącym się głosem.
— Dokąd mnie zabierasz, mamo? — zapytała, uśmiechając się przez łzy.
Marius podał jej kopertę.
W środku był bilet lotniczy. Jej imię wydrukowane dużymi literami. Cel podróży: Bukareszt – Rzym.
— Co to jest? — wyszeptała.
— Obiecałem ci, że będziesz pierwszą osobą na pokładzie naszego samolotu — powiedział Marius. — Dzisiaj ja jestem dowódcą. Paul jest drugim pilotem. A ty… jesteś naszym pasażerem honorowym.
Elena zakryła usta dłonią.
— Ja? Lecę?