— Ana jest trochę… — zaczął.
— Uderzyła mnie wczoraj wieczorem — powiedziała po prostu.
Słowa zabrzmiały ciężko. Bez krzyków. Bez dramatów.
Po prostu prawda.
Jeden z mężczyzn odstawił szklankę. Drugi odwrócił wzrok. Trzeci spojrzał prosto na Mihaia.
— Co zrobiłeś, mamo? — zapytał cicho.
Mihai próbował się roześmiać.
— Daj spokój, mamo, nie przesadzaj, to było po prostu…
— To był policzek — przerwała mu Ana. — I to nie pierwszy raz, kiedy sprawił, że poczułam się mała. Ale to ostatni raz, kiedy będę milczała.
Jej serce biło szybko. Ale jej głos był wyraźny.
Poszła do sypialni. Wzięła torbę. Niewiele rzeczy. Kilka ubrań. Dokumenty. Telefon.
Kiedy przechodziła obok stołu, nikt jej nie zatrzymał.