— To jedyna darmowa rzecz w moim życiu — zażartowałam.
Tym razem uśmiechnął się inaczej. Cieplej.
— Dobranoc, Eleno.
Poszłam do mojej małej kawalerki, z cienkimi ścianami i starymi meblami. Oparłam się o drzwi i zaczęłam się śmiać.
Co to, do cholery, było?
Następnego ranka, o ósmej, kiedy biegłam na uczelnię z bajglem w ręku, na chodniku zatrzymał się czarny samochód.
Zignorowałam go.
Otworzyła się szyba.
— Tym razem to właściwy samochód.
To był on.
— Co ty tu robisz?
— Mówiłam ci. Zdrowy rozsądek.
Podał mi kawę.
— Bez cukru. Wyglądasz na taką.
Przyjęłam ją, nie chcąc przyznać, jak bardzo mi to odpowiada.
— Wiesz, nie jestem organizacją charytatywną.