Trzy tygodnie później Mihai wystawił dom na sprzedaż. Spłacił dług. Zostało mu niewiele.
Bardzo niewiele.
Pewnego popołudnia pojechał do Ploeszti. Nie z kwiatami. Nie z obietnicami.
Z prostą torebką ciepłych precli.
Elena otworzyła mu drzwi.
Już nie płakała. Już się nie trzęsła.
— Przyszedłem ci coś powiedzieć — powiedział.
— Co dokładnie?
Przełknęła ślinę.
— Że bez ciebie jestem nikim. I że zrozumiałam to za późno.
Elena długo mu się przyglądała.
— Nie za późno, Mihai. Z czasem.
— Na czas czego?
— Na czas, żeby się czegoś nauczyć.
Nie przyjęła go z powrotem.
Ale też go nie nienawidziła.
A Mihai, po raz pierwszy w życiu, odszedł, nie wierząc w zwycięstwo.
Bo w dniu, w którym zostawił ją „bez grosza”, tak naprawdę stracił wszystko, co miało dla niego znaczenie.