Kiedy Vlad podszedł, w sali zapadła cisza. Ionuț zamarł, a Andreea wyraźnie się skrzywiła.
— Kochanie, chyba się spóźnię — powiedział Vlad, pochylając się, żeby pocałować mnie w czoło. Mihai spojrzał na mnie i zapytał:
— Mamusiu, czy mogę iść na kolację z innymi dziećmi?
„Mamusiu”. To słowo unosiło się w powietrzu jak triumf.
Uśmiechnęłam się i skinęłam głową.
— Oczywiście, kochanie.
Potem odwróciłam się do Ionuța.
— No wiesz, życie ma dziwny sposób oddawania tego, co ci zabrało… tylko piękniej — powiedziałam spokojnie.
Nie odpowiedział. Po prostu patrzył na mnie, nie mogąc ukryć żalu w oczach.