„Po prostu uwielbiam tę restaurację” – oznajmiła. „Praktycznie jestem jej właścicielką. A moja synowa…” – przechyliła głowę w moją stronę, błyskając w oczach – „…jest tu tylko małą służącą, która pilnuje, żeby wszystko szło idealnie”.
Śmiech rozległ się wokół stołu. Kilka osób klasnęło. Ktoś wtrącił: „Brawo, Evelyn”.
Moja twarz zrobiła się zimna. Coś we mnie pękło.
Wyszedłem z pokoju, poszedłem korytarzem do swojego biura i otworzyłem plik z wydarzeniami. Następnie wydrukowałem fakturę – za każdą przystawkę, każdą butelkę szampana, każdą godzinę pracy personelu, każdy napiwek.