On do mnie nie mówił.
Mówił do niej.
Evelyn zamarła.
„Możesz zapłacić” – kontynuował Ethan spokojnie – „ale nie udawaj, że robisz nam przysługę. I nie obrażaj mojej żony w jej własnych sprawach i nie nazywaj tego żartem”.
Evelyn spojrzała na niego, jakby przemówił w obcym języku. „Ethan, jestem twoją matką”.
„A ona jest moją żoną” – odpowiedział. „A ta restauracja płaci nasze rachunki, personel i podatki. To nie twój klub.”