– Dlaczego teraz? – zapytał cicho.
– Bo dziś jest dzień, w którym rodzina zaczyna się od prawdy. I nie chcę umrzeć z tym ciężarem na sercu – odpowiedziała kobieta.
Irina podeszła powoli. Spojrzała na twarz starszej kobiety, naznaczoną latami i żalem.
– Zostawiłaś mnie… – powiedziała.
– Wiem. I nie zmuszę cię do wybaczenia. Ale pozwól mi pomóc dziecku.
Chwila ciszy. Potem Irina zrobiła krok naprzód i objęła ją. Nie mocno. Nie ciepło. Ale szczerze.
– Dla Aliny… – wyszeptała.
Goście patrzyli zdumieni. Nikt już nie robił zdjęć. Nikt nie mówił. Tylko wiatr szumiał wśród drzew przed Urzędem Stanu Cywilnego.
Kilka miesięcy później, w jasnym szpitalnym pokoju, Alina otworzyła oczy po operacji. Jej serce biło równomiernie. Lekarz uśmiechał się.