Wyjechali z miasta i wjechali do spokojnej dzielnicy z czystymi domami, zadbanymi ogrodami i drzewami owocowymi.
Samochód zatrzymał się przed białym domem z czerwonym dachem i drewnianym płotem.
Na podwórku dwie huśtawki i ławka.
Maria rozejrzała się zdziwiona.
— Czyj to dom?
Paul wyjął z kieszeni kopertę i włożył jej ją do ręki.
— Twój.
Maria stała nieruchomo.
— Nie rozumiem…
Andriej otworzył bramę.
— Jest na twoje nazwisko. Bez rat. Bez długów. Opłacone z naszych pierwszych pensji, odkładanych latami.
Maria zaczęła drżeć.
— Ale… dlaczego?