Wyjąłem klucze i otworzyłem drzwi rzędu willi z dużymi oknami i małym dziedzińcem od frontu.
Cisza.
Wchodzili pojedynczo. Patrzyli na solidny drewniany parkiet, nowoczesną kuchnię i dyskretnie oświetlone schody.
Mama szła powoli, dotykając mebli opuszkami palców, jakby nie były prawdziwe.
„Ile za nie dostałeś?” – zapytał wujek Vasile niemal szeptem.
„420 000 euro” – odpowiedziałem po prostu. „Zapłacono z góry”.
Rozległ się dźwięk szklanki spadającej na stół.
Twarz Andreei zbladła.
„Skąd?” wyszeptała.
Potem usiadłem cicho na brzegu kanapy.