— Ta bransoletka to nie tylko biżuteria. Jest w testamencie. Na moje nazwisko. I została uznana za rodzinną pamiątkę. Noszenie jej bez mojej zgody to kradzież.
Viviana zaczęła odwiązywać go od ręki drżącymi palcami.
— Nie wiedziałam… — mruknęła.
— Oczywiście, że nie wiedziałeś — powiedziałem spokojnie. — Powiedziano ci tylko to, co było wygodne.
Mariusz wybuchnął:
— Chcesz mnie ośmieszyć przed wszystkimi?
Spojrzałem mu prosto w oczy.
— Nie, Mariusie. Sam to zrobiłeś.
Odebrałem telefon.
— A żeby być „dojrzałym”, jak sam powiedziałeś… skarga o fałszerstwo i wykorzystanie fałszerstwa już została złożona. Od rana. A kopia nagrania dotarła tam, gdzie powinna.
W tym momencie fajerwerki na zewnątrz zaczęły rozświetlać niebo. Północ.
Ludzie nie oglądali już spektaklu przez okno. Patrzyli na niego.
Jego wspólnicy szeptali między sobą. Jeden wstał i bez słowa chwycił za płaszcz.
Viviana upuściła bransoletkę na stół, jakby to był gorący przedmiot.