Kiedy wróciłam do domu, portier spojrzał na mnie z dziwnym opanowaniem. Już wiedział. W drogich budynkach wiadomości rozchodzą się szybciej niż winda.
„Pani Popescu, pan Andriej próbował wejść na górę… ale karta już nie działa”.
„Wiem” – powiedziałam po prostu.
Poszłam sama do penthouse’u. Przestrzeń była ogromna, z dużymi oknami wychodzącymi na park. Wszystko zostało opłacone z mojej pracy. Każdy przedmiot, każda ściana, każdy mebel.
Wyjąłem telefon i wysłałem jedną wiadomość do mojego prawnika:
„Rozpoczynamy procedurę. Dzisiaj”.
Odpowiedź nadeszła natychmiast: „Rozumiem”.