Nie spodziewałem się, że cisza po jej odejściu może być aż tak gęsta, jak mgła w porannym ogrodzie.
Kwiaty pogrzebowe Helen dopiero zaczynały opadać, gdy zadzwonił telefon. Stałem w kuchni, w czwartek rano, dwie tygodnie po pożegnaniu jej na zawsze, patrząc na parę unoszącą się nad niedopitym kubkiem herbaty.
— Tato, musimy porozmawiać o domu — głos Marka przeszył linię: wyrachowany, dokładny, taki jakby ciągle liczył pieniądze. Teraz, w wieku trzydziestu ośmiu lat, nie było to już pytanie.
— Dzień dobry, Mark — odpowiedziałem spokojnie.