Nazywam się Daria Stiepanowna. Nie powiedzieli: „Zamykamy cię tutaj”. Powiedzieli: „Tu będziesz bezpieczna”. Na tym właśnie polega zdrada — nigdy nie nazywa się po imieniu. Przychodzi przebrana za miłość, troskę i „dobre intencje”.
Mój syn Anatolij pocałował mnie w policzek w holu pensjonatu „Cicha Przystań” i powiedział:
— To tylko tymczasowo, mamo. Na chwilę, dopóki nie upewnimy się, że wszystko z tobą w porządku.
A potem po prostu wyszedł, zabierając moje życie w swojej kieszeni. Okazało się, że podpisał dokumenty, posługując się pełnomocnictwem ogólnym, które podstępnie ode mnie wyłudził.