„Nie, kochanie, to tylko nic niewarte papiery. Nie ma potrzeby” – powiedziałam, starając się mówić spokojnie.
Od tego momentu wiedziałam, że coś się dzieje.
Następnego wieczoru usłyszałam ponownie dzwonek telefonu Livii. Lekko uchyliłam drzwi.
„Tak, mama jest tutaj. Tak, ma je przy sobie. Nie, jeszcze jej nic nie powiedziałam. Musimy znaleźć sposób…”
Czułam, że nogi odmawiają mi posłuszeństwa. Powoli zamknęłam drzwi i usiadłam na łóżku.
Cały świat, w który wierzyłam, walił mi się na głowę.
Następnego ranka, wcześnie rano, obudziłam się przed nimi, wzięłam torbę i wyszłam, nie oglądając się za siebie.
Poszłam na dworzec kolejowy, a następnie wsiadłam w pierwszy pociąg do Braszowa.
Po drodze, patrząc przez okno, zaczęłam płakać. Nie z powodu pieniędzy, nie z powodu dokumentów, ale z powodu wszystkiego, co straciłam: zaufania, spokoju, miłości rodziny.