W Braszowie zatrzymałam się w małym pensjonacie, gdzie właścicielka, kobieta po sześćdziesiątce, zapytała mnie, dlaczego jestem sama. Opowiedziałem jej fragment historii, a ona, nic nie mówiąc, przyniosła mi filiżankę herbaty i powiedziała:
„Czasami, droga pani, Bóg zabiera z naszego otoczenia niewłaściwych ludzi, zostawiając nam tylko tych dobrych”.
Jej słowa utkwiły mi w pamięci.
Postanowiłam sprzedać farmę w Argeș i przekazać część pieniędzy na ośrodek dla dzieci. Resztę wpłaciłam na konto, ale nie na imię żadnego z moich dzieci. Na moje, tylko moje.
Po kilku miesiącach Livia mnie szukała. Błagała, żebym wróciła, ale w jej głosie nie było już tego ciepła, co kiedyś.
„Mamo, Anton się mylił, ale kochamy cię. Wróć do domu”.