Wylądowaliśmy w Klużu. Tam teraz mieszkał. Duży dom, ale prosty. Bez zbędnego przepychu. Podwórko z skoszoną trawą i starym psem, który podbiegł prosto do mnie, jakby mnie znał.
Tego wieczoru jedliśmy rosół przy kuchennym stole. Bez służby. Bez formalności. Tylko we dwoje.
—Przepraszam, że nie było mnie wcześniej — powiedział, patrząc na talerz. —Ale od teraz nikt cię nigdzie nie wypuści.
A potem płakałam. Nie z bólu. Z ulgi.
W kolejnych dniach sprawy potoczyły się szybko.
Prawnik. Skarga do sądu o ochronę dziecka. Skarga o tymczasowe porzucenie małoletniego. Świadkowie. Akta z lotniska. Bilet. Jej wiadomości.