W kolejnych tygodniach dwukrotnie odmówił wyjazdu za granicę. Zaczął wracać do domu przed siódmą. Chodził z dziećmi do parku w Herăstrău. Siedział na ławce bez telefonu.
A pewnego wieczoru, gdy Dawid zasnął z głową na ramieniu, Andriej zrozumiał coś prostego i bolesnego:
Dom nigdy nie był za duży.
Po prostu za pusty.
I to nie miliony lei dawały spokój.
Ale ludzie, którzy wiedzieli, jak zostać.