Na podłodze.
Nie wiedząc, że ktoś go obserwuje.
Andriej rozpłakał się. Nie dyskretnymi łzami człowieka, który się powstrzymuje. Ale prawdziwymi łzami, z drżącymi ramionami.
Zdał sobie sprawę, jak bardzo był nieobecny.
Ukrywał swój ból w pracy, w kontraktach wartych miliony lei, w spotkaniach i podróżach.
A tymczasem jego dzieci nauczyły się milczeć.
Wyłączył monitor.
Wstał.
Poszedł prosto do salonu.
Julia obudziła się przestraszona, gdy zobaczyła go przed sobą.
„Przepraszam pana… Zasnąłem… Ja…”
Andriej uniósł rękę.
„Nie.”
Głos mu drżał.