Nie ze smutku.
Z dumy.
Dwa lata później gospodarstwo przynosiło zyski.
Nie miliony z dnia na dzień.
Ale stabilnie.
Czysto.
Pewnego wieczoru wieś zorganizowała imprezę na podwórzu. Bez luksusów. Bez zbędnych dodatków.
Grille.
Muzyka ludowa.
Dzieci biegające wśród bel słomy.
Wójt chciał wygłosić przemówienie.
Radu go powstrzymał.
— Nie jestem tu ważny.
Zawołał Ionuța na przód.
— On jest przyszłością. I wszystkie dzieci tutaj.
Crina stała obok niego.
Nie jako zbawiona kobieta.
Ale jako partnerka.
Kiedy zapadł wieczór i na podwórku zapaliły się światła, Radu rozejrzał się.
Nie miał już luksusowego apartamentu.