Nie miał już wpływowych współpracowników.
Nie dostawał już zaproszeń do drogich restauracji.
Miał zrogowaciałe dłonie.
Buty miał pełne błota.
Miał ludzi, którzy witali go po imieniu, a nie dla pieniędzy.
Miał też rodzinę, która nie nosiła jego nazwiska, ale czekała na niego przy stole.
Crina podeszła do niego i powiedziała cicho:
— Straciłeś swój świat… ale zyskałeś prawdziwy.
Radu się uśmiechnął.
W końcu pustka w jego piersi zniknęła.
Nie dlatego, że kogokolwiek uratował.
Ale dlatego, że w wiosce zapomnianej przez świat nauczył się, co to znaczy być człowiekiem.