Myśleli, że to tylko faza.
Nie.
W niecały miesiąc maszyny wjechały na opuszczony teren. Mieszkańcy wioski wyszli do bram. Obserwowali z daleka. Szeptali.
„Na pewno buduje jakąś luksusową dzielnicę”.
„Wyrzuci nas stąd”.
Ale Radu nie stawiał wysokich płotów.
Zaprosił ludzi do domu kultury.
Stanął przed nimi, prosto, bez garnituru.
— Chcę, żebyśmy tu zbudowali farmę. Naszą własną. Z papierami, z pensjami, z opłaconymi składkami. Kto chce pracować, ma miejsce.
Cisza.
Potem jakiś starzec zapytał:
— A gdzie jest haczyk?
Radu uśmiechnął się.
— Żadnego. Po prostu pracuj i zarabiaj uczciwie.