Kiedy odłożyłam telefon, przez chwilę stałam w zupełnej ciszy. Po raz pierwszy od dawna ta cisza mnie nie przerażała. Nie była pusta — była wyzwalająca. Spojrzałam przez okno na rozświetlone miasto i po raz pierwszy od wielu tygodni pojawiła się we mnie śmiała myśl: moje życie właśnie się zaczyna.
Tego wieczoru, po pracy, postanowiłam znów pójść na zajęcia taneczne. Hanna niemal podskoczyła z radości, gdy zobaczyła mnie wchodzącą samodzielnie.
— No nareszcie! — zawołała, robiąc mi miejsce w pierwszym rzędzie.
Muzyka ruszyła, a ja tym razem nie schowałam się w kącie. Ruchy miałam jeszcze niepewne, czasem niezgrabne, ale z każdym krokiem czułam, że wraca mi odwaga. W pewnym momencie wybuchłam śmiechem — tak czystym i spontanicznym, że instruktorka zatrzymała się i wskazała na mnie: