Serce waliło mi w piersi. Usiadłam na krawędzi krzesła, przygotowana na reprymendę, ostrzeżenie albo zwolnienie. W moim wieku utrata pracy nie jest przygodą. To przepaść.
„Ano,” zaczął pan Ionescu, „wczoraj zapłaciłaś z własnej kieszeni za klientkę.”
Nie zaprzeczyłam. Skinęłam głową.
„Wiesz, że teoretycznie nie jest to dozwolone.”
Czułam, jak usta mi wysychają. „Wiem,” odpowiedziałam cicho. „Jeśli mam ponieść konsekwencje, zrobię to. Ale nie mogłam pozwolić, żeby odeszła bez jedzenia dla dziecka.”
Zapadła długa cisza. Potem, ku mojemu zaskoczeniu, pan Ionescu westchnął głęboko.
„Ano, ta kobieta nie jest zwykłym klientem.”