Od Andreei usłyszałem tylko raz. Próbowała się do mnie dodzwonić. Rozłączyłem się. Niektóre rzeczy, kiedy się psują, już się nie trzymają.
Rok później ojciec zorganizował duży posiłek na wsi, dla krewnych, sąsiadów, ludzi, którzy znali nas od dziecka. Sarmale, ciepły chleb, czerwone wino. Żadnych drogich garniturów. Żadnych żyrandoli.
Wstał i powiedział po prostu: „Bogactwo bez człowieczeństwa jest nic nie warte”.
Spojrzałem na niego i w końcu zrozumiałem, jaki mi zostawił spadek. Nie miliardy. Ale kręgosłup.
I nigdy więcej nie pozwolę nikomu nazywać go „nikim”.