— To znaczy jak to: twoja mama będzie mieszkać w MOIM mieszkaniu? — Marina wyjęła z teczki dokumenty. — Igor, rozumiesz absurd swojej propozycji?
— To jest absolutnie NORMALNA propozycja — rozwalił się w fotelu, zakładając nogę na nogę.
— Formalnie mieszkanie będzie twoje, na papierze. Ale mama jest już starsza, potrzebuje opieki. A ja będę do niej przychodził codziennie, pomagał. Wygodnie, prawda? I mieszkanie dla ciebie, jak się należy według prawa, i mama pod kontrolą.
Marina uważnie przyjrzała się jego twarzy. Przez piętnaście lat małżeństwa nauczyła się czytać między wierszami. Igor coś ukrywał — i to „coś” wyraźnie było związane z pieniędzmi.
— Walentyna Pietrowna świetnie sobie radzi w swoim dwupokojowym mieszkaniu w Chimkach — zauważyła spokojnie Marina. — Ma siedemdziesiąt dwa lata, uprawia nordic walking i prowadzi kursy robótek w miejscowym domu kultury. Jaka opieka?
— Nie twoja sprawa! — wybuchnął Igor. — Tak ZDECYDOWAŁEM i koniec. Podpiszesz porozumienie rozwodowe z tym warunkiem — albo nie dostaniesz nic. Będę się sądził latami, zajedę cię procesami.
Marina wyjęła notes i zaczęła coś zapisywać. Igor nerwowo drgnął:
— Co ty tam bazgrzesz?