Łyżeczka została zawieszona w jego filiżance.
— Dlaczego prawnik?
— Jeśli podzielimy wszystko, zrobimy to legalnie.
W tym samym tygodniu dotarłem do biura trzeźwości w centrum miasta. Przyszedł rozluźniony. Ja, przygotowany.
Kiedy prawnik otworzył niebieską teczkę i zaczął czytać, jego twarz powoli się zmieniła.
— Zgodnie z tą klauzulą — powiedział prawnik — pani posiada 50% udziałów w firmie, w razie separacji.
— To niemożliwe — mruknął.
— Jest. Podpisałeś tutaj.
Starał się wyglądać na spokojnego.
— Firma jest teraz dużo warta.
Prawnik skinął głową.
— Dokładnie.
Po raz pierwszy widziałem, jak robi obliczenia w głowie, nie mając żadnych rezultatów.
Nie chodziło tylko o mieszkanie.
Chodziło o rachunki, inwestycje, zyski reinwestowane latami.
I było coś jeszcze.
Dom, w którym mieszkaliśmy, był na nasze oboje nazwiska.