Ale kapitał początkowy pochodził z mieszkania, które odziedziczyłem po rodzicach i sprzedałem, żeby mu „postawić na nogi”.
Podpisując dokumenty u notariusza, poprosiłem o prostą klauzulę.
W razie rozwodu połowa firmy przypadłaby mi, niezależnie od tego, kto byłby wpisany jako zarządca.
Podpisał, nie czytając zbyt uważnie.
Był pewny siebie.
A może był zbyt zajęty marzeniami.
Rano, przy kawie, był pewny siebie.
— Pomyślałem — powiedział — że dobrze by było jasno określić wydatki. Mogę ci przygotować stolik.
Uśmiechnąłem się spokojnie.
— Nie trzeba. Idziemy do notariusza. I do prawnika.