Publicité

Paul McCartney znalazł bezdomnego weterana grającego piosenkę Beatlesó

Publicité

Był wtorkowy poranek w październiku 2003 roku. Paul McCartney przechadzał się po londyńskim Covent Garden, starając się być niewidzialnym. Czapkę z daszkiem miał nasuniętą na czoło, a okulary przeciwsłoneczne nosił, mimo że niebo było szare. Kołnierz kurtki miał podniesiony. Przez dekady nauczył się, jak poruszać się w tłumie, nie dając się rozpoznać.

Jak stać się po prostu kolejną twarzą w morzu turystów, dojeżdżających do pracy i ulicznych artystów, które wypełniały brukowany plac. Nie próbował się ukrywać ze wstydu. Ukrywał się, bo czasami, nawet po 40 latach sławy, chciał po prostu być człowiekiem, spacerować po swoim mieście, kupić kawę, patrzeć, jak świat mija, nie czując na ramionach ciężaru bycia Paulem McCartneyem.

Publicité