Dwadzieścia minut później Amelia wpadła przez drzwi. Nadal miała na sobie białą sukienkę na zakończenie roku szkolnego, tusz do rzęs spływał jej po policzkach. Opadła mi w ramiona, szlochając.
„Dlaczego mi nie powiedziałeś?” – zapytała stłumionym głosem o moje ramię.
„Chciałam, żebyś skończyła egzaminy” – powiedziałam, głaszcząc ją po włosach. „Chciałam, żebyś przeżyła swoją chwilę”.
„No cóż, tata na pewno to zepsuł” – prychnęła, odsuwając się.
Przeszłyśmy do werandy. Opowiedziałam Amelii wszystko. Księgi rachunkowe. Harmonogram. Intercyzę. Pokazałam jej dowody – nie z okrutnego powodu, ale dlatego, że była już dorosła i zasługiwała na prawdę.
„Wiedziałam, że coś jest nie tak” – przyznała Amelia, ocierając oczy. „On jest… dziwny. Rozkojarzony. Ciągle pisze. Ale nigdy nie pomyślałam…”
„Nikt z nas nie chce wierzyć w najgorsze rzeczy o ludziach, których kochamy” – powiedziała delikatnie Diana.
Zadzwonił dzwonek do drzwi. To był agresywny, uporczywy dźwięk.
Diana poszła otworzyć. Wróciła chwilę później z ponurą miną. „To Gregory. I przyprowadził wsparcie”.
Zebrałam się w sobie. Diana ich poprowadziła.
Gregory wpadł jak burza, wyglądając na jeszcze bardziej rozczochranego niż wcześniej. Za nim podążała Cassandra. Wyglądała na drobną, czuła się nieswojo, przenosząc ciężar ciała z jednej nogi na drugą w markowych szpilkach.
„Bianca, przestań z tym szaleństwem!” – ryknął Gregory. „Odblokuj konta. Możemy o tym porozmawiać jak rozsądni dorośli”.
Amelia wstała. Stanęła między mną a ojcem.
„Może powinnaś była spróbować zachować się rozsądnie, zanim upokorzyłaś mamę przed pięćdziesięcioma osobami” – powiedziała lodowatym głosem.
Gregory zamrugał, jakby zauważył ją po raz pierwszy. „Amelio… to cię nie dotyczy”.
„Nie dotyczy mnie?” Zaśmiała się szorstko, z niedowierzaniem. „Zniszczyłaś naszą rodzinę na moim lunchu z okazji ukończenia szkoły. To dotyczy mnie”.
Cassandra dotknęła ramienia Gregory’ego. „Greg… może powinniśmy iść. To nie w porządku”.
Strzepnął ją. „Nie! Nie wyjdę, dopóki Bianca nie wypłaci pieniędzy. Muszę wpłacić depozyt!”
„Wydaje się, że tylko moja szwagierka myśli jasno” – powiedziała Diana od progu, krzyżując ramiona. „Stworzyłeś ten bałagan, Gregory. Żyjesz w nim”.
Zostałam na miejscu, obserwując go. Latami panowałam nad jego emocjami, przewidywałam jego potrzeby, sprzątałam po nim. Spojrzałam na niego teraz i… nic nie czułam. Pępowina została przecięta.
„Konta pozostają zamrożone do rozprawy wstępnej” – powiedziałam spokojnie. „To za trzy dni. Sędzia ustali podział majątku”.
„Trzy dni?” – wyjąkał Gregory. „Co mam robić przez trzy dni?”
„Użyć swojego tajnego konta” – zasugerowałam. „Tego, na które przelewasz pieniądze od roku. To chyba wystarczy na hotel”.
Cassandra odwróciła głowę w jego stronę. „Masz osobne konto?” Ile tego jest?”
Wzrok Gregory’ego przeskakiwał między nami. Nie powiedział jej o tym zapasie. Gromadził go dla siebie.
„To mściwe, Bianco!” krzyknął, ignorując Cassandrę.
„Może tak naprawdę nigdy mnie nie znałaś” – powiedziałam. „Tak jak ja najwyraźniej nigdy nie znałam ciebie”.