Publicité

— No proszę, jaka mądra! Zamiast siostrze z kredytem pomóc, to ona wes

Publicité

— Torty, szampan… Żyjecie na bogato — głos matki zabrzmiał równo, ale pobrzmiewała w nim stal. — To znaczy, że pieniądze są. To dobrze. Bardzo dobrze.

— Mamo, a co tu mają pieniądze do rzeczy? To wydarzenie! Wychodzę za mąż! — Daria zaśmiała się, wciąż mając nadzieję, że to jakiś dziwny matczyny żart.

— A mają — Irina Pietrowna odsunęła od siebie kubek i skrzyżowała ręce na piersi. Jej postawa natychmiast stała się twarda, obronna. — Świetka wczoraj dzwoniła. Cała we łzach. U niej tam kompletna tragedia. Ten kredyt ją dusi, windykatorzy już wydzwaniają, w pracy grożą, że wszystkim powiedzą. Dziecko chore, pieniędzy nie ma nawet na porządne leki. Całą noc nie spała. I ja nie spałam. Myślałam, gdzie szukać wyjścia.

Daria zastygła z butelką w dłoniach. Święto, które z takim namaszczeniem niosła do tego domu, na jej oczach zamieniało się w proch. Znowu Swieta. Starsza siostra — wieczna czarna dziura, w którą bezpowrotnie uciekały rodzicielskie nerwy, zdrowie i pieniądze.

— Mamo, ale Swieta ciągle bierze te kredyty. To przecież nie pierwszy raz. Ona po prostu musi nauczyć się żyć na miarę możliwości…

— Na miarę możliwości?! — Irina Pietrowna gwałtownie podniosła głos, a jej twarz się wykrzywiła. — Łatwo ci mówić! Ty masz faceta z mieszkaniem i dobrą pracą! A ją mąż-alkoholik zostawił, uciekł, i została sama z dzieckiem i długami! Co, mam jej kazać umrzeć z głodu?!

Daria w milczeniu postawiła butelkę na stole. Zrozumiała, że rozmowy o jej ślubie już nie będzie.

— Pomogę, jak tylko będę mogła. Przeleję jej trochę pod koniec miesiąca, jak będzie wypłata.

Publicité