Pierwsza otrząsnęła się Swietłana. Jej twarz, jeszcze chwilę temu wykrzywiona zdumieniem, teraz zeszpeciła się wściekłością. Maska nieszczęśliwej ofiary spadła, odsłaniając drapieżny, egoistyczny grymas.
— Ty chyba kompletnie zgłupiałaś? — syknęła, pochylając się przez stół. — Odsetki? Poręczenie? Działka? Ty jesteś normalna? Jestem twoją siostrą!
— Właśnie — odparła Daria, nie podnosząc głosu. Jej spokój działał na nie jak rozżarzone żelazo. — Jesteś moją siostrą, a nie przypadkową żebraczką z ulicy. Dlatego ci pomagam. Bank nie czekałby ani dnia i nie słuchałby twoich historii. Ja jestem gotowa. Daję ci pieniądze, które ja i Andrzej zbieraliśmy na naszą przyszłość. I proszę tylko o gwarancję, że wy obie — tak walczące o „rodzinę” — potraktujecie to poważnie.
— Poważnie?! — eksplodowała Irina Pietrowna. Zerwała się, przewracając krzesło, które z hukiem uderzyło o podłogę. — Ty nazywasz to powagą?! To rabunek! Przyszłaś obrabować własną matkę i siostrę! Zastawić działkę… Działkę, w którą całe życie inwestowałam! Żeby mi ją odebrać za długi tej nieszczęsnej?!
— Dlaczego odebrać? — Daria lekko uniosła brwi. — Przecież tak wierzysz w Swietę. Wierzysz, że będzie płacić. Jeśli tak, to działce nic nie grozi. Twój podpis tutaj to tylko formalność. Symbol twojej wiary we własną córkę. Albo ty jej nie ufasz?
To pytanie uderzyło Irinę Pietrownę jak cios w brzuch. Otworzyła usta, ale nie znalazła odpowiedzi. Oskarżać młodszą o okrucieństwo — to było łatwe. Przyznać, że nie ufa starszej — niemożliwe.
— No proszę, jaka mądra! — zapiszczała Swietłana, powtarzając dokładnie wczorajszą frazę matki, ale wkładając w nią całą swoją nagromadzoną zazdrość. — Cała w tego swojego narzeczonego! Taka sama wyrachowana suka! Znalazłaś sobie faceta z kasą i teraz nas uczysz życia? Ty mi jesteś winna do grobowej deski! Ty zawsze miałaś lepiej! Oceny, praca, i faceci do ciebie lgnęli! A ja sama z dzieckiem się szarpię! Masz obowiązek mi pomóc, bez tych twoich papierków!
Daria powoli odwróciła głowę w stronę siostry. W jej oczach nie było ani złości, ani żalu. Tylko lodowata, wszystko rozumiejąca pogarda.