Pokonał nas dwoma potężnymi krokami, wdzierając się w moją przestrzeń fizyczną, aż poczułam zapach stęchłej kawy i agresywnej wody kolońskiej bijącej od jego kołnierzyka. „Zabierasz ją”.
Zanim moje płuca zdążyły nabrać obronnego oddechu, jego grube dłonie wystrzeliły w górę. Pchnął mnie prosto w obojczyk.
Siła powaliła mnie do tyłu, a moje ciężkie buty zahaczyły o chodnik. Uderzyłam z całej siły o ścianę. Ostry, palący ból eksplodował głęboko w moich żyłach.