W sali weselnej muzyka ucichła na chwilę. Kelnerzy szybko się poruszali. Wtedy go zobaczyłem. Mężczyzna w nienagannym mundurze wszedł przez duże drzwi. Nie był zaproszony. Przyszedł po mnie.
Zatrzymał się, spojrzał na hol, a potem mnie zobaczył. Podszedł prosto do mojego stolika.
— Pułkowniku Popescu — powiedział głośno, sięgając po czapkę i salutując należycie. — Pozwól, że ci pogratuluję.
Zapadła całkowita cisza. Kieliszki zamarły w powietrzu. Tata zbladł. Mama chwyciła się krawędzi stolika.
— Eleno? — wyszeptał ktoś.
Powoli wstałam. Wyprostowałam plecy.