„O mój Boże… co to jest?”
W jej głosie nie było pogardy.
To był szok.
Rozejrzałem się, próbując spojrzeć na dom jej oczami.
Ściany pomalowano na ciepłą biel. Na jednej z nich wisiał duży rysunek, wykonany kredkami: trzy osoby trzymające się za ręce. Nad nim niezgrabnie napisano: „Moja rodzina”.